Dzień wigilii, a my jeszcze byliśmy w szpitalu, :( niestety żółtaczka i wielogodzinne naświetlanie. Po obchodzie po raz kolejny pobrano krew maleństwu zobaczyć czy choroba się cofa, nie myśleliśmy o świętach, dla naszej rodziny były ważniejsze wyniki badań. I ku naszemu zaskoczeniu, przyszła pani doktor i oświadczyła że choroba zanika i święta możemy spędzić z już w domu. Była godzina 13, zadzwoniliśmy do teściów żeby szykowali nakrycie do stołu dla nas również. Cały ten niepokój zszedł na dalszy plan i pojawiła się radość i szczęście, tak lekko się poczułam jak bym oddychała innym powietrzem, takim innym, czystym.
Wpadliśmy do domu, żeby się przebrać i odświeżyć i cóż za niespodzianka czekała na mnie w domu, moi chłopcy w tym roku sami musieli ubrać choinkę i powiesić stroiki, ale najfajniejszym pomysłem było udekorowanie kominka, pomysł bomba,inwencja twórcza, dla mnie rewelacja !! Brzózki imitujące jakiś stragan, na nim bombki, aniołki, piórka, moje serducha.
Ehhh.....Jak to miło znowu być w domu.......aż się wzruszyłam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz